Bursztynowym szlakiem przez popkulturę

28 kwietnia 2013
Autor:

W czasach, gdy premierę miał niezapomniany kinowy przebój: „Jurajski Park”, słychać było głosy mówiące, że wkrótce na rynku może pojawić się nowy istotny gracz, a raczej instrument,  na który skusi się wielu graczy – bursztyn.

 

Gwałtowny postęp w technologiach – medycznych, genetycznych oraz komputerowych – otworzył nowe możliwości przed naukowcami. Niektórzy – jak bohater ekranizacji książki Michaela Crightona – Hammond, byli prawdziwymi pasjonatami, darzącymi obiekty swoich badań niemal dziecięcą fascynacją. Innym chodziło tylko o wysokie zyski. Niezależnie od motywów bursztyn zaczynał wyglądać jak nowe złoto inwestycyjne.

 

Na szczęście świat chyba wciągnął lekcję z filmu i postanowił nie majstrować przy odtwarzaniu dinozaurów. Ingerencje w naturalny porządek rzeczy mogą źle się skończyć, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że można by tą metodą zdziałać coś dobrego. O ile odtwarzanie genotypu tyranozaura nie jest dobrym pomysłem, o tyle uratowanie czy wskrzeszenie gatunków, które wyginęły w ostatnich latach z powodu degradacji środowiska, jest już jak najbardziej godne starań. Niestety – o smutny, kapitalistyczny świecie – jest też zbyt kosztowne, by organizacje ekologiczne zdołały przekonać kogokolwiek do finansowania.

 

„Jurajski Park” zestarzał się i zapomnieliśmy już, z jaką fascynacją, wkrótce po premierze, gapiliśmy się na brązowe półprzeźroczyste kamyki pod światło. Teraz bursztyn jest co prawda alternatywnym środkiem inwestycyjnym, jednak bardziej kojarzy się ze słynnym memem o hipsterach.


Kod HTML artykułu - ułatwia przedruk artykułu na Twojej stronie www:

Dodaj komentarz